Jakiś czas temu, całkiem przez przypadek trafiłam do Novej Krovy, czyli wegaburgerowni. Plan był taki, że razem z mężem mieliśmy iść na pełnokrwistego burgera, ale zaintrygował mnie wygląd i oferta wegańskiej knajpki. Udało mi się przekonać męża i weszliśmy do środka. Zamówiłam burgera dnia (ryżowo-brokułowy), a moja druga połówka, po 15 minutowej rozmowie z obsługą, pytaniem: "czy coś tu jest z mięsem?", zdecydował się na burgera z grillowanym tofu. Burger posmakowały nam do tego stopnia, że postanowiłam sama wykonać, może nie wegańskie, ale wegetariańskie przysmaki. Efekty widać poniżej!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacyjnie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 marca 2015
piątek, 27 lutego 2015
Pasta z twarogu i wędzonej ryby
Dzisiejszy wpis to odpowiedź na pytanie, co zjeść na śniadanie/kolację, gdy w piątek nie jem mięsa. Z drugiej strony jest to dobra alternatywa dla tych, którzy starają się ograniczyć obfitujące we wszelakie "E" (konserwanty, barwniki i inne równie "przyjemne" składniki) wędliny. Ja bądź unikam wędlin w ogóle, bądź sama piekę, duszę, gotuję schab i wykorzystuję go na kanapki. Oczywiście są te "gorsze" dni i skusi mnie przysmak babuni czy schab z kotła:) Swoją drogą uporczywie szukałam tzw. dobrych/zdrowych wędlin i nie udało się. Może Wy macie sprawdzone miejsca, gdzie skład wędlin mnie nie przestraszy?
Wracając do tematu: zapraszam na połączenie idealne - twaróg z wędzoną rybą. Dodatkowo pasta jest bardzo szybka w wykonaniu. Tutaj dodam trochę prywaty - rybka była boska, świeżo wędzona. To już kolejna rzecz kupiona w Gospodarstwie Rybackim "Stawy" i kolejny raz się nie zawiodłam.
czwartek, 22 sierpnia 2013
Serek wiejski z rzodkiewką i szczypiorkiem
Już nie mogę doczekać się weekendu - nie dlatego, że jestem leniuchem i marzę o wolnym dniu (choć to może też po części). Przede wszystkim nie mogę się doczekać wspólnego śniadania. Nic tak nie nastraja mnie pozytywnie na cały dzień, jak wspólne śniadanie, które nierzadko przeciąga się do późnych godzin przedpołudniowych:) Na co dzień, kiedy ja jestem w łazience, mąż je śniadanie, kiedy znowu ja otwieram lodówkę, on czym prędzej zajmuje łazienkę. Chociaż śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, często zdarza mi się je jeść dopiero w drodze do pracy. Z jego pożywnością też różnie bywa. Czasem ograniczę się do banana czy jogurtu. Jeśli czasu jest trochę więcej to na ogół sięgam po własnoręcznie "zmiksowane" muesli z mlekiem lub jogurtem naturalnym.
Natomiast, gdy przychodzi dzień wolny, to śniadanie bywa przeze mnie bardziej celebrowane niż obiad. Z lodówki wyciągam dosłownie wszystko, co nadaje się na śniadanie. Ta stole loduje więc nie tylko wędlina czy ser żółty, ale także warzywa typu pomidor, ogórek czy papryka, różnego rodzaje sery, jajka na twardo, dżemy, masło orzechowe, a czasem inne słodkości jak placuszki bananowo-jabłkowe. Poza tym uwielbiamy serek wiejski lub twarożek, który przygotowujemy z naszymi ulubionymi dodatkami. Jakiś czas temu była to rzodkiewka i szczypiorek. Niby nic, a smak serka zmienia się nie do poznania:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

